Reklama
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie zamierza wspierać małych uniwersytetów. "Jest niż demograficzny, więc nie ma co powiększać liczby kierunków i uprawnień na słabych uczelniach" powiedziała Gazecie Wyborczej 10 września Ewa Kafarska-Kaźmierczak, rzeczniczka MNiSW.

Poniżej publikujemy stanowisko, jakie w tej sprawie zajął zarząd naszego Stowarzyszenia.

Polemiki
Antymisja?

W związku z wypowiedzią rzeczniczki MNiSW w Gazecie Wyborczej z dnia 10 września na temat ministerialnej niechęci „dotowania agonii słabych uczelni” pozwalam sobie w imieniu Stowarzyszenia PR i Promocji Uczelni Polskich na polemikę, wydaje się istotną z punktu widzenia znacznych grup społecznych.

Podstawowym deklarowanym kryterium tak drastycznej postawy wobec dziesiątek uczelni w polskich miastach - poza największymi aglomeracjami - jest niż demograficzny. Otóż znamy sporą listę możliwości, by zaradzić problemowi. Ministerstwa nauki czy edukacji w krajach takich, jak Finlandia, Francja czy Holandia utrzymują potężne biura rekrutacyjne, werbujące studentów za granicą. Zjeżdżają do nich tysiące Tajlandczyków, Hindusów, Chińczyków itd. MNiSW w sprawie rekrutacji zagranicznej głosu nie zabiera, a gdy już zabierze, okazuje się, że nie ma ani koncepcji, ani środków.

Uczelnie w mniejszych ośrodkach poradzą sobie z naborem nowych studentów – to ich żywotny interes, by rekrutować tylu chętnych na studia, ilu im trzeba. Wystarczyłoby, żeby MNiSW nie przeszkadzało. Ciekawe, czy pani rzecznik zdaje sobie sprawę, jaki to kij w szprychy wkłada tym uczelniom, które mają swoje plany rozwojowe, obszary rekrutacyjne, otwarte przewody doktorskie czy habilitacyjne. Czy zdaje sobie sprawę, o ile mniej ludzi trafi na studia, bo w pobliskiej np. Zielonej Górze studiować by mogli, a już do dużo droższego Poznania nie pojadą? Zatem ograniczmy ilość studiujących w naszym kraju – czy taka jest misja obecnego MNiSW?

Dla jasności – czy Ministerstwo wie, jak prowadzenie kierunków (nielicznych) edukacji w języku angielskim przekłada się na ilość studentów cudzoziemców na tychże uczelniach? Zapewniam, że się nie przekłada. Bo brakuje wsparcia centrali. Wielkie projekty rekrutacyjne muszą mieć wsparcie państwa, jak to się stało m.in. w Wielkiej Brytanii. My znaleźliśmy prostsze rozwiązanie – obcinać, choć i tak budżety na naukę stanowią jedną trzecią tego, co przewidywał w swoim planie prof. Hausner jeszcze dwa lata temu.

Wielka szkoda, że MNiSW, nie wpisujące się do tej pory w politykę pogardy wobec różnych grup naszego społeczeństwa uprawianą przez obecną ekipę rządową, dołączyło do peletonu. A może raczej – szkoda, że tak późno. Mogliśmy się byli wcześniej pozbyć złudzeń…

Dr Marek Zimnak
Prezes Zarządu Stowarzyszenia PRom

Zmieniony (Niedziela, 01 Luty 2009 03:30)