Reklama
Publikujemy stanowisko członków Stowarzyszenia w sprawie ostatniego rankingu Fundacji Perspektywy. Przesłaliśmy je do władz Fundacji.

  • W przyjętych zasadach rankingu uczelni i akademickich obszar „Prestiż" wyceniony został na 30%, z czego liczba wskazań profesorów belwederskich odgrywa tu rolę decydującą. Nie negując samej zasady warto zadać pytanie, czy nie występuje tu zjawisko sprzężenia zwrotnego i ośrodki mocne w rankingu wypadają jeszcze mocniej. Trudno się więc dziwić, że uczelnie warszawskie zajęły cztery miejsca w pierwszej dziesiątce uczelni akademickich, sześć miejsc wśród magisterskich uczelni niepublicznych, oraz licznie występują tam, gdzie w najbliższym terenie występuje bezpośrednie oddziaływanie warszawskiej kadry naukowej. Cały ranking sprawia wrażenie nasyconego tą właśnie cechą - sposoby mierzenia dają więcej szans mocnym, mniej słabym. O jakiejkolwiek mobilizacji i wyrównywaniu szans nie może być w tej sytuacji mowy.

  • Nasze wątpliwości budzi kryterium doboru jakościowego mierzonego ilością chętnych na studia. Nie uwzględnia on faktu istnienia pewnych „mód" na określone kierunki, chociaż ich istnienie nie ma kompletnie żadnego znaczenia dla rozwoju gospodarczego kraju. Wystarczy prosty przykład - w akademickim Wrocławiu dziennikarstwo można studiować w czterech miejscach, a ilości zainteresowanych sięgają 20 chętnych na jedno miejsce. Równocześnie rynek mediów skurczył się ( z czterech dzienników pozostały dwa, a rozgłośnie radiowe formatują się co oznacza, że zwalniają dziennikarzy). Kryteria takie nie mają pozornie wielkiego znaczenia (2,5%), ale z tych drobnych procentów powstaje obraz niekonieczne - według nas - malowany w zgodzie z zasadami sztuki.

  • Podobnie postrzegamy niektóre z uwzględnianych kryteriów w obszarze warunków studiowania - nie mają one wielkich wag, ale sumują się na niekoniecznie prawdziwy obraz. Nie każde miasto musi mieć operę i muzeum narodowe; podobnie - toutes proportions gardees - nie każda uczelnia musi mieć swoją bibliotekę i swój akademik. Szczególnie w mniejszych ośrodkach akademickich można sobie bez trudu wyobrazić bibliotekę czy dom studencki obsługujące kilka lokalnych uczelni. Ranking nie bierze pod uwagę tej specyfiki...

  • Warto by zapytać biblioteki uczelniane o stopień wykorzystywania tradycyjnych woluminów przez studentów i pracowników naukowych uczelni. Mogłoby się okazać, że po 90 % z nich nikt już nie sięga, mając do wyboru dobrze zaopatrzony katalog czasopism elektronicznych. Tymczasem ranking nakazuje co roku zliczać owe woluminy bez zadania pytania o ich przydatność.

  • Również w obszarze „Warunki studiowania" nasz niepokój budzi konstrukcja takich kryteriów, jak „możliwości rozwijania zainteresowań naukowych" i „możliwości rozwijania zainteresowań kulturalnych". Wymagana przez organizatorów rankingu forma odpowiedzi przewiduje podawanie bezwzględnych ilości funkcjonujących na uczelni kół naukowych, chórów, teatrzyków etc. - bez możliwości wyrażenia najmniejszej refleksji co do ich aktywności, wielkości czy znaczenia dla lokalnego środowiska. Tu konieczność statystycznego „sparametryzowania" aktywności uczelni wyraźne wchodzi w konflikt z rzeczywistością.

  • Podobnie postrzegamy kryterium „wspierana absolwentów" - tutaj brak dodatkowego pytania choćby o ilość absolwentów w bazie danych, których kariery są monitorowane, czyni odpowiedź niewiele mówiącą. Również współczynnik zatrudnienia absolwentów nie daje wyraźnych objawów przewagi jednych nad drugimi - np. wysycony wyższymi uczelniami Lublin jest stolicą regionu o bodaj najwyższym współczynniku bezrobocia.

  • W świetle międzynarodowych doświadczeń poszczególnych członków naszego Stowarzyszenia za zdecydowanie niedoszacowane uznajemy kryterium „Liczba kierunków studiów prowadzonych przez uczelnię w językach obcych". Ranga tego kryterium wydaje się decydująca dla przyszłości wielu polskich uczelni; przyznanie mu zaledwie jednoprocentowego znaczenia (podobnie jak „Liczbie kursów prowadzonych w językach obcych") wskazuje, że również organizatorzy rankingu niewielką wagę przykładają do napływu studentów zza granicy na polskie uczelnie. W świetle narastających skutków niżu demograficznego taka postawa wydaje się być co najmniej dyskusyjna.

  • Kryteria, których nam zabrakło w rankingu, dotyczą (w największym skrócie) braku możliwości pokazania mocnych stron uczelni (np. rozbudowane i satysfakcjonujące życie studenckie, dobry współczynnik zatrudnienia absolwentów, specjalizacja na poszczególnych kierunkach). Mniejsze uczelnie, ze słabszymi tradycjami, umieszczone w miastach mniejszych będą i muszą przegrywać w tak zaplanowanej konkurencji. Nie da się porównać Akademii Morskiej w Gdyni z Uniwersytetem Warszawskim praktycznie pod żadnym względem.

  • Powszechną opinią wśród członków Stowarzyszenia jest głęboki krytycyzm wobec wspólnego rankingu dla tak bardzo zróżnicowanych uczelni - chcemy to z naciskiem podkreślić. Jesteśmy przekonani, że ma sens porównywanie między sobą osobno uniwersytetów i osobno Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych. Nigdy razem.

  • Inne postulaty, zgłaszane w dyskusji pod Państwa adresem, to apel o wydłużenie czasu, jaki biura promocji mają na zbieranie danych (prosimy o ankiety w listopadzie) oraz apel o przedstawienie wyliczeń wynikających z przesłanych przez nas danych w Internecie.
  • Jesteśmy przekonani, że uwzględnienie postulatów osób, które praktycznie przygotowują wszystkie dane do rankingów na uczelniach, zdecydowanie poprawi ich odbiór społeczny i stanie się jeszcze bardziej miarodajnym narzędziem wspomagającym decyzje kandydatów na studia w naszym kraju. Widzimy zatem tutaj pole do bliskiej współpracy między nami.

Zmieniony (Niedziela, 01 Luty 2009 03:31)